czwartek, 9 października 2014

z ojca na syna...

UWAGA RODZICE ! ! !

Rewelacyjna wiadomość! 

Możecie koncertowo spieprzyć wychowanie waszego dziecka, wychowując je, a raczej - "wychowując" je na gwałciciela, mordercę, złodzieja, oszusta lub innego bandytę o dowolnej skali czynienia szkód w społeczeństwie.*

Wolno Wam to zrobić! Prawo Wam tego nie zabrania! Naprawdę!

Co więcej - prawo Wam tego nie tylko nie zabrania, ale gdy już Wam się uda wyprawić w świat owoc waszej twórczej pracy rodzicielskiej w postaci gwałciciela, mordercy, złodzieja, oszusta lub innego bandyty o dowolnej skali czynienia szkód w społeczeństwie, to... nikt Was za to w żaden sposób nie może ukarać (z wyjątkiem ewentualnie jakiegoś linczu bądź zemsty bezpośrednich lub pośrednich ofiar zbrodniczej działalności Waszego potomstwa oczywiście, no ale łamania prawa w celu zadośćuczynienia za krzywdy pod uwagę z naturalnych względów nie bierzemy). 

Tak więc choćby Wasz owoc pracy twórczej wyrządził nie wiadomo ile krzywd innym ludziom - Wam, rodzicom, włos z głowy nie spadnie. Przynajmniej ze strony tak zwanego "wymiaru sprawiedliwości". Tak jak nie spadł na przykład ojcu niejakiego Andersa Behringa Breivika, który niedawno urządził sobie słynną na cały świat strzelankę do dzieci na pewnej wysepce...

I tak, jak nie spadnie również i rodzicom TYCH młodych ludzi, którzy pobili dwójkę starszych osób, starszej pani łamiąc szczękę uderzeniem pięści a starszemu panu łamiąc rękę kawałkiem deski...

Jest tylko, jak widać, jeden warunek.
Drobny druczek, lub - jak kto woli - "gwiazdka"... Albo i jedno i drugie...

* należy jedynie dotrwać do peł-no-let-no-ści waszego potomstwa.

Cóż.

Sorry, ale takie mamy prawo.

Jeśli przyjmiemy, że pełnoletnie dziecko "wychowane" przez rodziców na bandytę, to rodzaj bomby z opóźnionym zapłonem, podłożonej społeczeństwu przez rodziców tego dziecka, to widzimy, jak kuriozalna jest to sytuacja - oto za wybuch bomby odpowiada ona sama, a nie jej twórcy, konstruktorzy którzy ją podłożyli....

Tak.. Jasne... Zły przykład, bo bomba sama nie myśli i nie jest wolna w wyborach, jakich dokonuje...
Ale czy aby na pewno dziecko, którego nikt nie nauczył, dlaczego nie należy łamać starszej pani pięścią szczęki, dokonuje aby na pewno w pełni świadomego i wolnego wyboru, wybierając taki właśnie sposób rozwiązania konfliktu ze starszą panią?

Czy ten dzieciak (dziewiętnastoletni, pełnoletni, ale nadal dzieciak) miał jakikolwiek wybór? Czy przez 19 lat jego życia nauczono go, że są inne sposoby reagowania na zwrócenie uwagi przez osobę fizycznie słabszą, niż uderzenie pięścią w twarz?

Generalnie od uczenia tak oczywistych rzeczy są w pierwszej linii rodzice i to jest równie oczywiste jak oczywistym jest, że nie "rozmawia się" z drugim człowiekiem łamiąc mu szczękę czy rękę.

Więc zamiast rozprawiać nad najwyraźniej ostatnio "niezwykle palącym problemem kazirodztwa" (prawda, panie psorze Hartman!?) warto by może było się na przykład zastanowić, skąd biorą się ci wszyscy młodzi ludzie, którzy łamią szczęki staruszkom, wyrywają krzesełka ze stadionowych trybun zamaskowani w kaptury i kominiarki, piją alkohol na ławkach pod blokiem, kupują i sprzedają narkotyki...

Ktoś te dzieci wychował... Przepraszam - "wychował".
Czemu więc ten ktoś miałby nie ponosić żadnych konsekwencji takiego "wychowania"?

Czy naprawdę chcemy żyć w świecie, w którym można bezkarnie, otwarcie podłożyć "bombę" i czekać aż wybuchnie?

"W styczniu 2016 roku wchodzi w życie nowelizacja ustawy Kodeks Karny, która nakłada na rodziców dzieci urodzonych po 31 grudnia 2015 roku karną i finansową dożywotnią współodpowiedzialność za czyny przestępcze i szkody z nich wynikłe wyrządzone przez ich dzieci w przypadku stwierdzenia przez sąd zaniedbania rodziców w procesie wychowawczym."

Czyż nie byłoby przyjemnie przeczytać takiego "njusa" w jakiejś gazecie?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza